Szukaj
  • męskiebranie.pl

Co się stanie dobrego i złego jeśli się wyoutuję i jeśli się nie wyoutuję?





Mam się zwracać siostro Mary Read czy panie Pawle?


Jak wolisz. Siostrą jestem od niedawna, bo od 2016 roku, w ruchu LGBT działam dłużej.


Współorganizowałeś pierwszy marsz równości w Poznaniu.

Zacząłem się udzielać gdy polski ruch LGBT był jeszcze w powijakach. Wtedy marsze równości miały formę protestu – głównie przeciwko jakiejś formie dyskryminacji. Generalnie walczono wtedy o „tolerancję”. Mi słowo „tolerancja” źle się kojarzy, bo tolerować można coś złego, coś czego nie lubimy.


Dlaczego?

Ja zawsze uważałem istnienie osób nieheteronormatynych za tak normalne, jak istnienie księżyca. Tolerujesz istnienie księżyca? Samo to pytanie jest absurdalne w kontekście ciał niebieskich. Absurdalne też jest w odniesieniu do osób nieheteronormatywnych. Ale wtedy mój pogląd, że należy mówić o akceptacji był zbyt radykalny. Nie podobała mi się również stylistyka protestu. Pochody, które znałem z innych krajów, to były festyny, święta radości.


Ta estetyka się zmieniła.

Cztery lata temu powstała Grupa Stonewall i zacząłem intensywniej działać. Od tego czasu organizujemy poznańskie marsze równości właśnie w estetyce zabawy i afirmacji.


Dlaczego właściwie Mary Read? Co ma autentyczna piratka z przełomu XVII i XVIII wieku wspólnego z działaniami Zakonu Sióstr Nieustającej Przyjemności?

Zakon jest znany głównie profilaktyki chorób przenoszonych drogą płciową, ale zajmujemy się również walką ze stygmatyzacją i wstydem otaczającym osoby LGBT. A Mary Read to jedna z najbardziej queerowych postaci tamtego okresu. Mary przebierała się za mężczyznę, by móc razem ze swym ojcem pływać na statku handlowym. Kobiety wtedy nie mogły pływać na statkach, więc udawanie mężczyzny było dla niej jedyną opcją. Pewnego razu zaatakowali ich piraci. Mary zakochała się w jednym młodym piracie – jak się okazało, ze wzajemnością – który również okazał się być przebierającą za mężczyznę kobietą. Potem z chęcią do nich dołączyła. Jest w tym również akcent osobisty: jestem pastafarianinem, a pastafarianie wierzą, że ludzie pochodzą od piratów.


Siostry są partyworkerami.

Idę do klubu albo na inną imprezę, na której mogą być grupy zainteresowane edukacją seksualną. W moim przypadku to grupa MSM, mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami. Kiedyś siedziałem przy stoliku, miałem na nim materiały i czekałem aż ludzie podejdą. Teraz, jako siostra, chodzę po klubie i sam zagaduję ludzi na temat ich wiedzy dotyczącej chorób przenoszonych drogą płciową. Przyznam, że jako siostra jestem dużo skuteczniejszy. Mój dyżur kończy się formalnie o północy, ale często wychodzę z klubu po drugiej nad ranem, bo ludzie chcą ze mną rozmawiać.


Niedawno na fejsbuku napisałeś, że zostałeś rozpoznany w Trójmieście. Jako siostra byłeś również w Toruniu i Bydgoszczy. Ludzie pochodzą do Ciebie podczas imprez.

Tak. Raz ustawiła się do mnie kolejka osób z pytaniami. Siedziałem tam do trzeciej w nocy. Jestem rozpoznawalna jako Siostra też ponieważ biorę udział w wielu Marszach Równości w całej Polsce. Szczególnie w nowych marszach i mniejszych miejscowościach.


O co ludzie cię pytają?

O to, jak skutecznie się zabezpieczać, gdzie się zgłosić z podejrzeniem kiły czy innego zakażenia. Chcą porozmawiać o swoich ryzykownych zachowaniach, spytać, czy mają się czego obawiać czy mogą spać spokojnie. Wiele osób pyta o PrEP.


Jesteś też wielkopolskim liderem edukacyjnej platformy www.meskiebranie.pl.

Zdecydowałem się na to, bo w Wielkopolsce nie ma specjalistów od chemsexu. A jest to istotny trend w społeczności LGBT i nie tylko – widać to choćby po tym, że bardzo wiele osób oferuje lub szuka doświadczeń erotycznych po dragach na aplikacjach hookupowych, takich jak Grindr. Nie ma żadnych specjalistów, którzy mogliby ludziom pomóc lub doradzić.


Przecież w Poznaniu są specjaliści od uzależnień.

Uzależnienie od chemseksu jest inne od uzależnienia od samych substancji psychoaktywnych. Niektóre osoby nie potrafią cieszyć się seksem bez dodatkowych substancji i normalne, trzeźwe życie seksualne jest niemożliwe. Trzeba wiedzieć, jak podejść do tego. Ale pamiętajmy, że nie wszyscy angażujący się w chemseks są uzależnieni. Rozmawiając ostatnio ze specjalistami uzależnień, zorientowałem się, że nie mają oni doświadczenia w zakresie seksualności człowieka.


Łączysz zaangażowanie w platformę www.meskiebranie.pl ze swoimi działaniami w Zakonie Sióstr Nieustającej Przyjemności?

Chemseks, nie ma co ukrywać, jest obecny w klubach. W chemseksie chodzi o wzmocnienie doznań seksualnych. Uczestnicy imprez seksualnych mieszają różne substancje, które mogą uzależniać, same mogą być niebezpieczne lub same w miarę bezpieczne ale w mieszance z innymi bardzo groźne. Do tego dochodzi ryzyko utraty kontroli nad tym, co się robi – ludzie są bardziej podatni na ryzykowne zachowania narażające na zakażenia chorobami przenoszonymi drogą płciową lub w przypadku kobiet nieplanowaną ciążę. Te dwie sprawy są siłą rzeczy powiązane ze sobą.


Udzielasz się też w grupie Stonewall, w której jesteś coachem. Pomagasz między innymi w podjęciu decyzji o coming oucie. Jak ludzie do ciebie trafiają i z czym konkretnie przychodzą?

To, co ja oferuję, to lżejsza pomoc dla osób, które psychoterapii nie potrzebują. Jako coach nigdy nie mówię ludziom, czy mają „wyjść z szafy” czy nie, tylko pomagam im dojść do decyzji jakakolwiek by ona była. Stosuję na przykład metodę pytań kartezjańskich:

Chodzi o to, żeby dana osoba miała świadomość konsekwencji swojego wyboru. Do tego bardzo często dochodzi praca z poczuciem własnej wartości i wstydem, bo te czynniki często wpływają na decyzje o coming oucie.


Wstyd jest sobie łatwo wyobrazić. Nieheteronormatywność jest w polskim społeczeństwie wciąż stygmatyzowana.

Poczucie własnej wartości to z kolei jeden z fundamentów wypracowywany w rodzinie i szkole, na którym się buduje późniejsze życie emocjonalne. Poczucie własnej wartości również jest związane z normami społecznymi, bo wiąże się z oczekiwaniami, jakie ma wobec nas najbliższe środowisko: rodzina, przyjaciele, szkoła. Jak to wpływa na coming out? Rodzice bardzo często oczekują, że ich syn będzie miał żonę a córka męża, że będą mieli dzieci i takie a nie inne życie. Coming out to powiedzenie, że tych oczekiwań się nie zrealizuje, „nie sprosta” im, „zawiedzie się” je. Praca nad poczuciem własnej wartości przy coming outach polega na pracy nad tymi oczekiwaniami i stosunkiem do nich.


Twój coming out nie był dramatyczny.

To dlatego, że miałem bardzo otwartą rodzinę, zwłaszcza mamę. Nigdy nie musiałem powiedzieć „słuchajcie, jestem gejem”. W liceum moi chłopacy nocowali u mnie, czasami nawet mam przynosiła nam śniadanie do łóżka. Wszystko było jasne i nigdy nie mieliśmy poważnej otwartej rozmowy, bo po prostu nie było takiej potrzeby.

Ale potem w życiu miałem różne coming outy. Raz szedłem razem z kolegą pracy a obecnie przyjacielem – pracowaliśmy wspólnie chyba przez już przez rok – przed którym się wtedy jeszcze nie wyoutowałem. W pewnym momencie natknąłem się na swojego byłego, który rzucił mi się na szyję i pocałował mnie. Dla mnie to było naturalne, ale mój kolega z pracy był tym zaskoczony i widziałem, że poczuł się nieswojo i nie wiedział, jak zareagować. Teraz, żeby oszczędzić innym tego rodzaju sytuacji, staram się mówić o tym, że jestem gejem jak najwcześniej.


To najlepsza strategia?

W moim przypadku ale niekoniecznie w każdym innym. Czasami ludzie zwlekają, bo nie chcą mówić zaskakujących rzeczy chorej babci czy dziadkowi. Miałem kiedyś przypadek mężczyzny, który niemal 20 lat temu był w związku małżeńskim z kobietą i miał z nią syna. Kiedy wyoutował się przed nią, ona to bardzo źle przyjęła i uniemożliwiła mu kontakt z synem. Potem, zupełnie przez przypadek, ten mężczyzna spotkał swojego syna w klubie gejowskim. Znając historię coming outu swojego ojca, syn zdecydował się nie mówić matce o swojej orientacji. Każdy przypadek jest inny i trzeba go rozważyć osobno.


Z Pawłem Ziembom rozmawiał dziennikarz, Jan Smoleńki.

0 wyświetlenia

© 2019 Fundacja Edukacji Społecznej - meskiebranie.pl