Szukaj
  • męskiebranie.pl

Niektórzy pacjenci chcą mieć HIV.






W swojej praktyce terapeutycznej miałeś dwa przypadki osób, które celowo chciały zakazić się HIV. Jak ci pacjenci to uzasadniali?

Koszt życia w ciągłym strachu przed zakażeniem, które wydaje się nieuchronne, jest dla nich większy niż złapanie tego wirusa, konieczność brania jednej tabletki dziennie – bo tak wygląda teraz terapia zakażenia HIV – i całkowite zniesienie tego lęku. To paradoksalne myślenie, ale jest w tym pewna logika. Ja się pod nią nie podpisuję.

Przed HIV można się zabezpieczyć.

Wciąż pokutuje zbyt wiele stereotypów na ten temat, powielanych przez media czy filmy. Jednym z nich jest przekonanie, że HIV to choroba. To nie prawda. HIV to wirus a chorobą jest AIDS. Można żyć z HIV i nie być chorym na AIDS. Kolejnym to HIV jako coś, co dotyczy niższych sfer, ludzi biedniejszych, niedbających o higienę, generalnie – marginesu. W tym wypadku najważniejszy jest stereotyp łączący HIV z homoseksualnością – jeśli jesteś gejem to oczywiste jest, że się zakazisz i w końcu zachorujesz na HIV.

Słynna Filadelfia z Tomem Hanksem powstała bardzo wiele lat temu.

Chociaż już nie mówi się o grupach ryzyka, tylko o ryzykownych zachowaniach, to wciąż panuje przekonanie, że HIV/AIDS to choroba homoseksualistów. Pracując jeszcze w punkcie kontrolno-diagnostycznym słyszałem, pacjenci mi mówili, że zakażenie to kwestia czasu, że my, geje, prędzej czy później wszyscy będziemy chorzy. Chcę podkreślić, że mężczyźni, którzy uprawiają seks z mężczyznami należą i tak do najlepiej wyedukowanej grupy jeśli chodzi o HIV/AIDS, ale wciąż tej wiedzy jest za mało.

W przypadku tych dwóch mężczyzn, o których rozmawialiśmy wcześniej, ten strach przed rzekomo nieuniknionym zakażeniem był na tyle duży, że chcieli już mieć to zakażenie za sobą. Opracowań naukowych na ten temat nie ma wiele, ale te, które znam potwierdzają, że to najczęściej jest motywacją stojącą za tzw. szukaniem robaka.

Celem chemseksu nie jest zakażenie się.

Nie. Szukanie robaka wynika z czegoś innego, ale chemseks może to ułatwić. Pod wpływem substancji psychoaktywnych łatwiej jest podjąć decyzję o seksie bez zabezpieczeń.

Powiedziałeś, że to ekstremalne przypadki. A jakie są normalne?

Do mnie trafiają osoby, które wiedzą, że mają problem, lub to podejrzewają. To następuje późno, bo te osoby obracają się w otoczeniu, w którym takie zachowanie nie odbiega od normy.

Miałem pacjenta, od którego odwrócili się wszyscy znajomi, bo z czasem imprezował coraz dłużej, zarywał tygodnie, stracił z tego powodu pracę. Mam też sporą grupę pacjentów, którzy są pracownikami korporacji. Dużo zarabiają, żyją na wysokim poziomie, ale okupują to długimi godzinami pracy i stresem.

Chemseks to dla nich odreagowanie?

Tak. W piątek po pracy wpadają do domu na chwilę, żeby napić się alkoholu przed wyjściem na imprezę, bo albo już się na grindrze umówili, albo zaraz się umówią. Imprezują do niedzieli popołudniu, poniedziałek i wtorek mają koszmarny w pracy – kac, obniżony nastrój po innych substancjach, zmęczenie po kilkudziesięciogodzinnych imprezach. W środę jest lepiej i mówią sobie, że w tym tygodniu już nie będą imprezować, w czwartek zapominają o poprzednim weekendzie i myślą o kolejnej imprezie, a w piątek wiedzą, że znowu będzie to samo.

To na pozór wygląda tak, jakby nad tym wszystkim panowali, bo w tygodniu rzadko odpalają grindra, nie piją, nie biorą narkotyków. Do mnie przychodzą, jak już zawaliły coś w pracy, albo imprezowanie w jakiś sposób utrudnia im życie, ale nie mogą się powstrzymać.

Sam pracujesz w korporacji. Czy twoje doświadczenie pozwala ci ich lepiej zrozumieć?

Doskonale rozumiem o czym mówią i co oznaczają metafory, których używają. Ci mężczyźni opisują siebie jako balony. Pompują się przez cały tydzień a w piątek wieczorem następuje eksplozja.

Więc w takich imprezach chodzi jedynie o to, żeby odreagować i, za przeproszeniem, naćpać się i naruchać?

To błędny obraz. Pierwszym skojarzeniem faktycznie może być spotkanie dewiantów, którym chodzi tylko o orgię, ale bardzo często są to spotkania ludzi naprawdę dobrze wykształconych i kulturalnych, którym chodzi o bliskość i którzy uprawiają też tak zwany „normalny seks” bez wspomagaczy. Seks i substancje to oczywiście ważny element, ale też jest w tym wszystkim pewien element społeczny.

Jak w przypadku wychodzenia na fajka – ludzie plotkują, narzekają, żartują, zapoznają się lepiej?

W pewnym sensie. Czasami zanim dojdzie do seksu trzeba się poznać, trzeba się zaznajomić, zrozumieć swoje potrzeby i oczekiwania. Dopiero potem dochodzi do seksu. Następnie się odpoczywa, rozmawia, je, pije...

...bierze narkotyki...

...i znowu uprawia seks. W końcu to imprezy chemseksowe.

Osoby w takich grupach wchodzą w różne role. Miałem pacjenta, który miał niskie poczucie własnej wartości i kompensował to tym, że chciał pomagać ludziom i w ten sposób zabiegać o dobrą opinię otoczenia na swój temat. Na imprezach zachowywał się podobnie – zawsze pilnował, żeby każdy czuł się dobrze, robił herbatę, gdy ktoś poczuł się gorzej.

Chemseks nie musi być problemowy.

I nie jest, dopóki nie zaczyna dominować czyjegoś życia, ale granica jest bardzo płynna i bardzo trudno się zorientować, kiedy się do niej zbliżamy. Wszystko jest dla ludzi, ale nie każdy jest stworzony do wszystkiego. Jak już wspomniałem, do mnie trafiają ludzie, którzy już się zorientowali, że coś jest nie tak, czyli tę granicę przekroczyli.

Jak wygląda zbliżanie się do takiej granicy?

Mamy objawy biologiczne: wyczerpanie spowodowane kilkudziesięciogodzinnym imprezowaniem czy kace i obniżony nastrój po używkach, które nam przeszkadzają a mimo to co tydzień powtarzamy to. Innym objawem jest jak zauważamy, że coś nam nie idzie: zaczynamy zawalać pracę, nigdy nie robię rzeczy, które planuję zrobić w weekend, bo od piątku do niedzieli imprezuję, gdy zawalam relacje ze znajomymi. To są przykłady, bo tak naprawdę chodzi o poczucie tego, że coś jest nie tak, a to poczucie zależy już od każdego indywidualnie. Jak wspomniałem, miałem pacjenta, który stracił znajomych i pracę, ale też mam pacjentów, którzy przychodzą do mnie i mówią, że czują, że to zaczyna być silniejsze od nich, że kiedyś mogli odpalić grindra i odmówić, jak dostawali propozycję seksu a teraz już nie potrafią. W innych przypadkach zauważają, że kiedyś chodziło o super seks po dragach, ale ten seks przestał być taki super i chęć zażycia substancji zaczęła dominować.

Czy chemseks jest symptomem innego problemu?

Z moich obserwacji wynika, że chemseks to sposób radzenia sobie z jakimś problemem. W mojej pracy z pacjentami poświęcamy dużo czasu na to, by pacjent dokładnie zrozumiał, z czym sobie próbuje poradzić.

Tak jak w przypadku pracowników korporacji, o których mówiłem, chemseks pełni funkcję regulującą emocje, głównie chodzi o odreagowanie stresu.

To są różne problemy. Jedni nie radzą sobie z czymś na tym konkretnym etapie swojego życia, inni pielęgnują noszone w sobie problemy przez lata. Często jest tak, że te osoby nie mają innych narzędzi do poradzenia sobie z tymi problemami, a narzędzie w postaci chemseksu jest bardzo atrakcyjne. Bo jest to fajny seks, jest super satysfakcja, jest, jak mówiłem, ten element społeczny. To jest w pewnym sensie droga na skróty – daje szybki efekt połączony z dużą przyjemnością. Oczywiście, to nie jest takie wyrachowane, tak po prostu podpowiada im mózg.

Z mojego doświadczenia wygląda to tak, że remisja następuje wtedy, kiedy zaczynamy leczyć to, co leży u podstawy zachowań chemseksowych. Jeśli dobrze skonceptualizujemy dany przypadek to łatwiej jest zredukować chemseksowe zachowania.

Podaj przykład.

Załóżmy, że pewną osobą kieruje niezaspokojona potrzeba bliskości. Jeśli pacjent zaczyna szukać bliskości w inny sposób lub rozwiązuje problem, który go ciągnie w tę bliskość, no to wtedy się okazuje, że chemseks nie jest już potrzebny, żeby sobie z tym radzić. Leczenie podstawy powoduje, że w sposób uboczny obniża się częstotliwość uciekania się do zachowań chemseksowych. Chemseks jest zwykle wtórny wobec innych problemów.

Chemseksem zajmujesz się już od jakiegoś czasu.

Dwa lata temu przeprowadziłem się do Warszawy. Agata Kwiatkowska, którą już wcześniej znałem ze szkoleń dla doradców HIV/AIDS, z miejsca spytała mnie, czy nie chciałbym mieć swoich pacjentów. W Afterparty potrzebowali osoby z szerszą perspektywą niż terapia uzależnień, która przy okazji byłaby terapeutą. A że tematy HIV/AIDS – a co się z tym wiąże seks i substancje psychoaktywne - interesują mnie od dawna, zajęcie się tym było dla mnie naturalną koleją rzeczy.

Z czego te zainteresowania się wzięły?

Pięć lat temu znajomy powiedział mi, że jest zakażony HIV.

Jak to przyjąłeś?

Nie wiedziałem, jak zareagować. Było mi przykro. I przestraszyłem się.

Czego?

Trudno powiedzieć. To nie był strach przed niczym konkretnym, tylko lęk związany z tym, że to faktycznie się dzieje również w moim środowisku. Ale najgorsze było to, jak dość szybko usłyszałem od kilku innych osób, że ten znajomy jest zakażony. Miałem poczucie, że z takim rozpuszczaniem informacji o zakażeniu jest coś głęboko nie tak. Uważałem też, że powinienem wiedzieć, jak zareagować. I zostałem doradcą w punkcie kontrolno diagnostycznym we Wrocławiu.

Powiązanie chemseksu z tematami HIV/AIDS wydaje się naturalne.

Seks pod wpływem substancji jest zachowaniem ryzykownym. Seks bez zabezpieczenia często idzie w parze z chemseksem – pod wpływem substancji, na imprezach chemseksowych faceci tracą pewne zahamowania i transmisja wirusa jest dużo łatwiejsza.

Wciąż mówimy o mężczyznach. Gdzie w tym wszystkim kobiety?

To dobre pytanie, bo z mojego doświadczenia z problemami z chemseksem zgłaszają się mężczyźni. Autor terminu ‚chemseks’ mówi, że to trochę kulturowa rzecz. Seksparty, w tym imprezy chemseksowe, to element gejowskiego stylu życia, że gejom więcej wolno.

Mój znajomy gej jest bardzo konserwatywny: chce być w stałym monoandrycznym związku i mieć dzieci.

Bo to, o czym mówię to też częściowo stereotyp. Niemniej jednak, wielu gejów chodzi na takie imprezy i jeśli ktoś akceptuje mężczyzn homoseksualnych, to również akceptuje to, że być może ci faceci chodzą na takie imprezy. Kobiety nie mają tego luksusu. W takim wypadku mogą niechętnie ujawniać się, nawet jeśli mają problem.

Podobnie jest z alkoholizmem. Picie kobiet jest dużo mniej akceptowane, więc piją w samotności w domu.

Tak. O nich możemy po prostu nie wiedzieć, a dobrze by i one się do nas zgłaszały, jeśli czują, że mają problem.


Z Michałem Jóźwiakiem rozmawiał dziennikarz, Jan Smoleńki.


547 wyświetlenia

KONTAKT

Jak dojechać? 

 

autobusy: 

 

105, 102, 178

(przystanej Nowy Świat)

111 116 128 175 180 222 503 518 E-2 (przystanek Uniwersytet)

 

metro:

M2 (przystanek Nowy Świat Uniwersytet)

Nasz adres:

 

Fundacja Edukacji Społecznej

Ul. Sewerynów 4/100

00-331 Warszawa

sekretariat@fes.edu.pl

 

22 646 48 86

© 2019 Fundacja Edukacji Społecznej - meskiebranie.pl