Szukaj
  • męskiebranie.pl

Czy od seksu można się uzależnić?


Są dwie szkoły. Zgodnie z jedną koncepcją – tak, istnieje coś takiego, jak uzależnienie od seksu, tak jak istnieje uzależnienie od hazardu, alkoholu czy innych środków psychoaktywnych. Według zwolenników drugiej koncepcji – nie. Ja należę do tych drugich. Według tego podejścia jest kompulsywne zachowanie seksualne poza kontrolą. Wszystko wskazuje na to że w najnowszej wersji międzynarodowej klasyfikacji chorób, która ukaże się w przyszłym roku znajdzie się w zachowaniach kompulsywnych, a nie uzależnieniach


Dlaczego?


Jeśli przyjmiemy, że istnieje coś takiego, jak uzależnienie od seksu, to musimy zmienić całą koncepcję uzależnień. Terapia uzależnienia polega m.in. na wyeliminowaniu czynnika wywołującego uzależnienie. A więc w tej sytuacji seksu. Jednak seks jest częścią życia i większość osób potrzebuje go do prawidłowego funkcjonowania. Dlatego zastanawiam się, jak taka abstynencja się odbija na psychice takiej osoby, jak sobie radzą z napięciem seksualnym, relacjami, i tak dalej.


To jak w takim razie określać to, co często nazywa się uzależnieniem od seksu?


Tak jak wspomniałem, są to kompulsywne zachowania seksualne poza kontrolą. W zeszłym roku w USA przebadano osoby tzw. „uzależnione od pornografii”. Wyniki jasno pokazały, że u osób mających problem z pornografią, nadużywających ją największym problemem jest rozbieżność między wyznawanymi przekonaniami, wartościami, co jest moralnie poprawne a praktykowanymi zachowaniami seksualnymi. Wnioski, jakie wysnuwam z mojego doświadczenia jako specjalista psychoterapii uzależnień i psycholog, są podobne. W pracy z takimi osobami nie dążymy do tego, by zrezygnowały one z pornografii, tylko żeby zaakceptowały, że takie coś może je podniecać. Równie ważne jest zmniejszenie lub całkowite wyeliminowanie dysonansu między wartościami a praktyką. Ponadto należy zbadać czy osoba taka nie rozwiązuje swoich problemów życiowych poprzez pornografię. Wtedy pracuje się nad konstruktywnymi sposobami radzenia sobie w życiu.


Oprócz zajmowania się uzależnieniami – działasz też w programie substytucyjnym – pracujesz w punkcie konsultacyjno-diagnostycznym i poradni HIV/AIDS.


Tematyka HIV/AIDS była pierwsze. Wszystko zaczęło się, przyznam szczerze, trochę przez przypadek. Znajomy, który jest obecnie kierownikiem poradni HIV/AIDS we Wrocławiu spytał mnie, czy bym nie chciał pracować w PKD jako doradca. To było w 2007 roku. Zgodziłem się bo lubię wyzwania. Praca jako doradca ds. HIV/AIDS mnie wciągnęła. Dopiero później zostałem specjalistą uzależnień, zacząłem pracować w programie substytucyjnym z osobami uzależnionymi.


Co najbardziej lubisz w tej pracy?


Lubię przełamywanie tabu. W Polsce wciąż mamy problemy w rozmowach o naszej seksualności a w PKD jedno z pierwszych pytań dotyczy tego, kto z kim i kiedy miał kontakty seksualne. Lubię też dawać ludziom wsparcie. Często przychodzą do mnie osoby całkiem roztrzęsione, bojące się, że mogą być zakażone HIV, przekonane, że zaraz świat im się zawali. Sam przez to przechodziłem, jak pierwszy raz zrobiłem sobie test na HIV. To był horror.


Powiedz więcej o tym teście.


Dawno temu, chyba w 2000 roku, miałem przekonanie, że to, co się działo w moim życiu, mogło spowodować, że jestem zakażony HIV... Mam ci mówić o pikantnych szczegółach?


Wszyscy lubimy pikantne szczegóły.


Chodziło o przygody z seksem oralnym. Mało wtedy wiedziałem, byłem przerażony, przekonany, że się zakaziłem, choć z punktu widzenia mojej dzisiejszej wiedzy to nie było się czego bać. Ale tak się nakręciłem i długo się zbierałem, żeby zrobić badanie.


Jak to wyglądało?


Poszedłem do punktu krwiodawstwa we Wrocławiu. Najpierw podszedłem do rejestracji. Mówię po cichu, że chciałbym zrobić badanie, na co słyszę w odpowiedzi głośne „imię i nazwisko”. Mówię, że słyszałem, że można anonimowo. „No tak, można”.


Gdy ja robiłem sobie test na HIV po raz pierwszy, to przy rejestracji jedna pani drugiej pani

zaglądała przez ramię po co przyszedłem. Zero anonimowości. Nie była to zła wola, tylko brak przeszkolenia.


No widzisz.


Później musiałem porozmawiać z pielęgniarką. Znowu to samo. "Imię i nazwisko". Jeszcze raz mówię, że słyszałem, że można anonimowo. "No tak, faktycznie można".


Wszyscy krzyczeli do siebie a ja siedziałem przerażony, przekonany o swoim zakażeniu. Miałem wrażenie, że nikt się nie przejmował mną i moim strachem. Potem pobieranie krwi – znowu miałem wrażenie, że nikt nie dba o to, bym się czół komfortowo. Nikt mi nic nie mówił, nie przekazał żadnej wiedzy, nie uzyskałem żadnych informacji. Gdybym usłyszał to, co teraz klienci PKD słyszą ode mnie – czy zachowanie było ryzykowne, czy nie – to pewnie bym się czół dużo lepiej.


No i potem czekanie na wyniki – jakiś koszmar, ciągłe wałkowanie w głowie czy jestem zakażony, czy nie.


Teraz na wynik czeka się pół godziny.


Ja czekałem cztery dni. Test zrobiłem we wtorek a wyniki miałem odebrać w piątek. Do punktu krwiodawstwa przyszedłem popołudniu, tuż przed zamknięciem. Na szczęście już nikogo nie było. Pani mi po prostu wręczyła bez słowa białą kopertę. Wyszedłem z punktu krwiodawstwa z tą białą kopertą w ręku. Pamiętam, że wtedy padał deszcz. Stałem więc na deszczu z tą białą kopertą i nie wiedziałem, co mam zrobić. W końcu się przemogłem, otworzyłem i popłakałem się, jak zobaczyłem, że wszystko jest OK. To było fatalne doświadczenie, ale bardzo pomogło mi w pracy. Pomaga mi to pamiętać, że ludzie, którzy przychodzą do mnie również mogą być przerażeni i pozbawieni opieki.


Gdy jestem zagranicą to zawsze idę zrobić sobie test na HIV. Nie dlatego, że zachowałem się ryzykownie, tylko po to, żeby zobaczyć, jak to działa w innych krajach, podpatrzeć dobre praktyki. Dzięki temu na polski grunt przeniosłem kilka rzeczy, między innymi w 2007 roku szybkie testy do diagnostyki HIV oraz kiły czy badania w kierunku innych zakażeń przenoszonych drogą płciową. Pytam też o różnego rodzaju techniki seksualne – chodzi mi o BDSM czy chemseks.


Chodzi o „drobiazgi”, które powodują, że buduje się model testowania na HIV, który jest przyjazny i nie straszy. Być może takim czymś, tak jak w Wielkiej Brytanii, byłoby wysyłanie wyników SMS-em, choć to się pewnie jeszcze bardzo długo nie uda, bo to wbrew przepisom.


Denerwujesz się podczas takich testów?


Jasne. Choć wiem, że wynik będzie negatywny, to zawsze czuję napięcie i niepokój. Tak już jest. To pomaga mi pamiętać, co ludzie przychodzący na testy mogą odczuwać.

A jak wydajesz ludziom wyniki dodatnie? Zawsze możesz to zrobić tak, żeby klient czół się lepiej niż gorzej, tak by osoba odzyskała sens życia i się nie załamała.


Zaczynasz tak ja w filmach: „Przykro mi bardzo, ale mam złą wiadomość” a potem długa pauza?


Pod żadnym pozorem! Bez zbędnych wstępów mówię, że wynik jest dodatni czyli doszło do zakażenia. To pierwsza zasada. Potem czekam na reakcję. Zapada trudna do zniesienia cisza. Bo widzisz, że komuś się właśnie wali świat.


To dlaczego czekasz?


Bo to nie chodzi o mnie. Po takiej ciszy ludzie zazwyczaj pytają o to, co jest dla nich najważniejsze. Gdy wydawałem dodatni wynik pięćdziesięcioparoletniej kobiecie, to jej pierwsze pytanie dotyczyło wnuczek – czy będzie mogła je widywać i przytulać. Starszy mężczyzna się mnie zapytał, czy umrze w tym momencie. Młodsza kobieta spytała, czy będzie mogła mieć zdrowe dzieci. Te pytania są bardzo różne, ale są ważne dla tych osób. Odpowiedzi muszą być krótkie. Potem staram się umówić taką osobę na pierwszą wizytę w poradni HIV i zostawiam numer telefonu. To kwestia wsparcia psychologicznego, żeby taka osoba nie została sama, żeby wiedziała, co teraz ma zrobić krok po kroku, że ma do kogo się zwrócić. Nie chcę, by ktokolwiek stał na deszczu przed budynkiem nie wiedząc, co

ma zrobić.


Kto się do ciebie zazwyczaj zgłasza?


Najróżniejsze osoby, ale większość klientów PKD to MSM, czyli mężczyźni uprawiającymi seks z mężczyznami. W tej populacji jest też to, co najbardziej mnie mobilizuje do pracy. Chcę pomagać ludziom wykluczonym społecznie – a osoby LGBT+ są w Polsce wykluczone. Daje mi to po prostu większą satysfakcję. Chcę też się zajmować rzeczami, które są niszowe i w Polsce nie ma jeszcze specjalistów.


Stąd zainteresowanie chemseksem?


Tak, choć w pewnym sensie naturalnie wyrosło z mojej pracy w PKD i poradni. Osoby uprawiające chemseks to druga największa populacja po osobach z HIV w mojej pracy jako psycholog. Już w 2016 roku zorientowaliśmy się w poradni, że mamy do czynienia z osobami, które uprawiają chemseks. Wtedy jeszcze się o tym nie mówiło.


Dlaczego ludzie uprawiają chemseks?


Przede wszystkim najpierw trzeba ocenić czy mamy do czynienia z chemseksem czy problematycznym chemseksem. W pierwszym środki psychoaktywne stanowią urozmaicenie życia seksualnego, seks z chemią jest uprawiany sporadycznie, bo dominuje seks bez chemii. Natomiast w problematycznym chemseksie służy on „załatwieniu” innych spraw.


Podasz przykład?


To, co teraz powiem wynika z moich obserwacji. Pierwszym powodem, jaki przychodzi mi do głowy, to nieakceptowanie swojej własnej seksualności. Kogoś podnieca pissing – czyli oddawanie moczu podczas seksu – albo BDSM, ale nie akceptują tych potrzeb, no bo to przecież jest zboczone, obrzydliwe i w ogóle niezgodne z tym, co „powinno się” w seksie robić. Choć tak naprawdę nie wiemy, co „powinno się” w seksie robić, bo jeszcze nikt tego nie odkrył. Ludzie sięgają po środki psychoaktywne, żeby przełamać swoje opory i praktykować to, co lubią. W pracy terapeutycznej z takimi osobami terapia afirmacyjna jest najbardziej wskazana – jakkolwiek dziwnie terapia afirmacyjna BDSM czy pissingu brzmi.


Na czym ona polega?


Chodzi o to, żeby osoby zaakceptowały, że są to prawidłowe zachowania seksualne, które można praktykować bez środków psychoaktywnych, to że taki pissing podnieca to nie jest żadna patologia.


Co to jest prawidłowe zachowanie seksualne?


Według nurtu w którym pracuję to wtedy kiedy dwie lub więcej osób się na to godzą i nikt w wyniku tego nie ponosi żadnej prawdziwej straty. Mówię realnej, bo część praktyk seksualnych polega na doświadczaniu bólu. Jeśli ktoś to lubi, jest to dla niego lub dla niej podniecające i się na to godzi, to naprawdę jest to prawidłowe.

Osoby nieakceptujące swoich potrzeb czy praktyk częściej sięgają po środki psychoaktywne. Mam takich pacjentów, którzy zaczęli swoje życie seksualne bardzo późno i ponad 90 procent stosunków odbyli pod wpływem środków. W skrajnych przypadkach osoby nie potrafią odbywać żadnych czynności seksualnych, w tym masturbować się, bez środków psychoaktywnych.


Przychodzą też do ciebie osoby, które mają problemy z zaakceptowaniem swojej orientacji

seksualnej.


Stygmatyzacja nieheteronormatywnej orientacji seksualnej ma ogromny wpływ na to, jak ludzie siebie akceptują. Wiemy też, że stygmatyzacja i brak społecznej akceptacji skutkuje częstszym podejmowaniem ryzykownych zachowań seksualnych, na przykład godzenie się na seks bez prezerwatywy czy właśnie chemseks. Z czego to wynika? Możemy spekulować, że chodzi o obawę przed odrzuceniem ale tak naprawdę nie wiemy. Wiemy, że im większa stygmatyzacja tym większe prawdopodobieństwo seksu bez prezerwatywy. Podobnie jest z chemseksem, który – jako seks pod wpływem środków odurzających – jest ryzykownym zachowaniem seksualnym.


Tutaj do ryzyka uprawiania seksu w stanie odurzenia dochodzi jeszcze ryzyko związane z

zażywaniem substancji.


W chemseksie mamy bardzo silne powiązanie seksualności ze środkami psychoaktywnymi. Nie da się pracować z klientem chemseksowym tylko nad uzależnieniami. Mam takich pacjentów, którzy przeszli ileś tam miesięcy terapii w świetnych ośrodkach, ale nikt z nimi nie rozmawiał na temat seksualności. No i bardzo często zdarzały im się nawroty.


Nie każdy stosunek pod wpływem środków odurzających oznacza problem.


Kłopot pojawia się wtedy, gdy seks i środki psychoaktywne łączy się po to, żeby rozwiązać inne problemy. Seks pod wpływem środków psychoaktywnych nie musi być czymś problematycznym, nieprawidłowym, patologicznym. Jeśli ktoś przyjmuje sporadycznie środki psychoaktywne w celu urozmaicenia życia seksualnego a nie rozwiązywania innych problemów to jest to OK.


Z dr Łukaszem Łapińskim rozmawia Jan Smoleński. 


403 wyświetlenia

KONTAKT

Jak dojechać? 

 

autobusy: 

 

105, 102, 178

(przystanej Nowy Świat)

111 116 128 175 180 222 503 518 E-2 (przystanek Uniwersytet)

 

metro:

M2 (przystanek Nowy Świat Uniwersytet)

Nasz adres:

 

Fundacja Edukacji Społecznej

Ul. Sewerynów 4/100

00-331 Warszawa

sekretariat@fes.edu.pl

 

22 646 48 86

© 2019 Fundacja Edukacji Społecznej - meskiebranie.pl